Pierwszy dzień roboczy, ale większość czasu spędziłam i tak na załatwianiu wszystkich najważniejszych dokumentów i innych spraw. Wszyscy wszędzie są bardzo mili, co jest troszkę dziwne dla kogoś kto przyjechał z kraju, gdzie połowa sprzedawców jest obrażona, że chce się z nimi rozmawiać. A tutaj? Pani w AT&T nawet wyczyściła mi telefon jak wymieniała mi SIM kartę. (Ok to było trochę dziwne ;)) Pan w banku wziął nas za studentki college'u co było na prawdę baardzo miłe - nawet jeżeli powiedział to tylko dlatego żeby być miłym. Założenie konta - 10 minut, i zastępcza karta bankomatowa od razu do ręki. Nie wiem jak szybko się przyzwyczaję, że wszyscy tutaj są uśmiechnięci i jak tylko chwilę czekasz w kolejce to cię przepraszają. Wszystko to było bardzo ciekawe i zajęło cały dzień, ale najciekawsza była akcja wieczorna.
Jako, że tutaj wszyscy poruszają się rowerami moja nowa szefowa zgodziła mi się pożyczyć rower. Jest śliczny i cały różowy. Największy problem jednak był w tym, że rower, który trzymała w garażu miał przypięty łańcuch do którego nie było kluczyka. W związku z tym przez pół godziny z Kristiną z uporem maniaka piłowałyśmy kłódkę. To, że ją piłowałyśmy nie było aż takie ciekawe, ale to czym już bardziej. Dokonałyśmy kradzieży roweru przy pomocy sekatora :D Zdecydowanie nie nadajemy się na złodziei rowerów, ale może to tylko kwestia sprzętu... Ciekawe jaki jest następny etap...
Dzisiaj zaczynam oglądanie mieszkań, trzymajcie kciuki....CDN....
Ola, Ola.. Polacy za granica, co?
OdpowiedzUsuńKasiasa: polsko-bułgarska lekko upośledzona mafia rowerowa :P
OdpowiedzUsuń