wtorek, 5 listopada 2013

Trzeci dzień w USA czyli jak nie kraść roweru z garażu szefowej....

Pierwszy dzień roboczy, ale większość czasu spędziłam i tak na załatwianiu wszystkich najważniejszych dokumentów i innych spraw. Wszyscy wszędzie są bardzo mili, co jest troszkę dziwne dla kogoś kto przyjechał z kraju, gdzie połowa sprzedawców jest obrażona, że chce się z nimi rozmawiać. A tutaj? Pani w AT&T nawet wyczyściła mi telefon jak wymieniała mi SIM kartę. (Ok to było trochę dziwne ;)) Pan w banku wziął nas za studentki college'u co było na prawdę baardzo miłe - nawet jeżeli powiedział to tylko dlatego żeby być miłym. Założenie konta - 10 minut, i zastępcza karta bankomatowa od razu do ręki. Nie wiem jak szybko się przyzwyczaję, że wszyscy tutaj są uśmiechnięci i jak tylko chwilę czekasz w kolejce to cię przepraszają. Wszystko to było bardzo ciekawe i zajęło cały dzień, ale najciekawsza była akcja wieczorna.

Jako, że tutaj wszyscy poruszają się rowerami moja nowa szefowa zgodziła mi się pożyczyć rower. Jest śliczny i cały różowy. Największy problem jednak był w tym, że rower, który trzymała w garażu miał przypięty łańcuch do którego nie było kluczyka. W związku z tym przez pół godziny z Kristiną z uporem maniaka piłowałyśmy kłódkę. To, że ją piłowałyśmy nie było aż takie ciekawe, ale to czym już bardziej. Dokonałyśmy kradzieży roweru przy pomocy sekatora :D Zdecydowanie nie nadajemy się na złodziei rowerów, ale może to tylko kwestia sprzętu... Ciekawe jaki jest następny etap... 

Dzisiaj zaczynam oglądanie mieszkań, trzymajcie kciuki....CDN....

2 komentarze: