środa, 19 marca 2014

Yosemite

Kolejny weekend, kolejny wypad za miasto. Tym razem do Yosemite National Park. Jak to w Ameryce wszystko wielkie. Przyroda, góry, jedynym słowem - cudnie. Sama organizacja parku bardzo mi się podobała. Płaci się $20 za samochód za wjazd na teren parku i taki bilet jest ważny przez tydzień. Potem już za parkingi np. się nie płaci, a nawet w okół Yosemite Valley jeździ autobus którym można się przemieszczać od jednego szlaku do drugiego i za niego też się nie płaci. Na miejscu można dostać za darmo mapkę parku i uzyskać informację gdzie warto pójść. Myśmy np. koniecznie chcieli jakaś trasę bez przewyższeń ze względu na Tomka kolano, więc taką nam polecono. Na terenie parku są również sklepy także nie ma problemu z aprowizacją. Jest dużo miejsca na rozbicie namiotu albo postawienie przyczepy. Myśmy nocowali poza parkiem w Oakhurst. Do wjazdu do parku było jakieś 20 minut autem, a potem żeby dojechać do Yosemite Valley kolejna godzina :) Najlepiej myślę, że całość oddadzą zdjęcia.

Sekwoje

Nasz pokój "hotelowy" :)

Tzw. tunnel view

Góry

Mirror Lake

Yosemite Waterfalls
Osuwisko skalne z 2009 roku
Rzeka ;)

środa, 12 marca 2014

Jezioro Tahoe i Reno

W związku z przyjazdem małża postanowiliśmy w ostatni weekend wybrać się na wycieczkę. Wynajęliśmy, więc samochód i pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę w okolice jeziora Tahoe z noclegiem w Reno.

Jezioro Tahoe jest uznawane, jak się okazało nie bez powodu, za najpiękniejsze w całej Kalifornii. Znajduje się ono w górach Sierra Nevada i w związku z tym pierwszy raz w tym roku udało mi się zobaczyć śnieg. Ze względu na ograniczoną ilość czasu oraz kulejącego Tomka (jazda na rowerze po dwóch latach przerwy i bez więzadeł krzyżowych okazuje się za dobrym pomysłem :P)przeszliśmy tylko pare kilometrów w okolicach Emerald Bay, ale i tak warto było jechać 2,5h żeby to zobaczyć. Myślę, że obrazki lepiej to oddadzą niż słowa.

Debiut Tomka na pozycji 'shotgun' :> (nawet nie krzyczał na mnie)
W stronę gór....

Emerald Bay (na wysepce Amerykanie sobie postawili wikiński zamek - sic!)

Wodospad ;)

Po spacerze załadowaliśmy się z powrotem do auta i pojechaliśmy w stronę Reno, przez Carson City. Czyli odkrywamy Newadę. Oto jak się zmienia krajobraz na przestrzeni zaledwie kilkunastu mil:

Kalifornia
Opuszczamy Kalifornię zbliżamy się do Newady

Newada

Newada zdecydowanie pasuje to naszego wyobrażenia. Brudnobrązowa i pełna kurzu. Samo Reno to zaledwie parę kasyn a poza tym dosyć dołująco. 


Ładny neon - obowiązkowe zdjęcie :P
Nie wiem kto by chciał brać ślub w takim miejscu, ale o gustach się nie dyskutuje
Główna ulica w Reno
Kawałek od centrum, mogliby tu 8 milę kręcić 

Reno nas nie zachwyciło, kasyna to jednak nie jest atrakcja dla nas. Przegraliśmy $3 na automatach i nam się znudziło. Nie chcemy tam wracać zdecydowanie.