sobota, 28 grudnia 2013

Święta za wielką wodą

Święta, święta i po świętach.

Amerykańskie święta to tak na prawdę tylko jeden dzień. 25 grudnia. W pozostałe dni normalnie pracują - może poza UCD bo studenci mają przerwę zimową, więc na kampusie raczej pustawo. Sporo osób pobrało urlopy żeby pojechać na święta do domu. 

Jako, że Polaków to tutaj nie uświadczysz Wigilię spędziłam w toważystwie bandy Brazylijczyków. Moi współlokatorzy zabrali mnie na kolację do swoich znajomych. Byłam jedyną nie-brazylijką na imprezie, więc starałam się nauczyć portugalskiego przez indukcję, ale niestety nie wyszło. Wiem tylko, że "Feliz natal" znaczy "wesołych świąt". Kolacja miała być o 20:00 niestety zjedliśmy ją o 23:00. Nie muszę mówić, że przyszłam na imprezę głodna, jak to przed Wigilią. Moi współlokatorzy nie potrafili mi wytłumaczyć czemu tak się stało. W każdym razie na kolację był indyk (o czym się dowiedziałam następnego dnia, jak mi Ana powiedziała, bo myślałam, że to kurczak bo takie to małe było) jakaś sałatka, a na deser kupny sernik z Safewaya (najlepszy punkt wieczoru chociaż zjedliśmy go koło 00:30). Nie mam jednak co narzekać, składka tylko $10,50 więc nie było źle.

Ekipa z którą spędziłam Wigilię (na stole indyko-kurczak :P)


W kwestii rozmów z Brazylijczykami to jak udało im się pamiętać, że nie mówię po portugalsku to sport, piłka nożna i oczywiście siatkówka :) 
Poza tym trochę musiałam się natrudzić żeby wytłumaczyć, że to, że nie mówię po angielsku jak Rosjanka może być związane z tym, że w Polsce nie mówimy po rosyjsku. 
Ponadto po raz kolejny tutaj usłyszałam, że nie wyglądam jak fizyk. Nie rozumiem o co im wszystkim chodzi.

We właściwie święto poszliśmy z kolei z Aną i Leo do Kristiny i Krasena i było świetnie. Jako, że podzieliliśmy się robotą z gotowaniem to jedzenia mieliśmy jak dla pułku wojska. Jako, że babci jakimś cudem udało się przesłać mi grzyby suszone zrobiłam pierogi z kapustą i grzybami - tylko ta kapusta hamerykańska jakaś mało kwaśna. Był też kurczak, kotlety wieprzowe, dwie sałataki na deser 'murzynek' - najmniej polityczne ciasto jakie mogłam zrobić będąc w stanach.

Świąteczny stół

Ogólnie Święta jak Święta. Muszę zacząć ostro ćwiczyć bo jednak tutaj przytyję.

Wolałabym być w domu, ale jak się nie ma co się lubi...

wtorek, 10 grudnia 2013

Amerykańskie pojęcie o świecie

Większość osób, które tutaj spotykam jest dość dobrze wykształcona i obyta w świecie, więc nie mam co narzekać na głupich amerykanów. Jednak wczoraj jak poszłam na zajęcia z angielskiego i prowadziliśmy rozmowy na temat świąt i zwyczajów w różnych krajach to bardzo się zdziwiłam. Pani która prowadziła zajęcia była bardzo zdziwiona paroma faktami:
- W Japonii zimą pada śnieg, a w Brazylii jest teraz lato,
- Istnieje coś takiego jak wyspy Komory,
- W krajach muzułmańskich nie obchodzi się Bożego Narodzenia,
- Pan z Egiptu mówi po Arabsku. 

Może nie powinno mnie to dziwić skoro moim współlokatorzy z Brazylii wypytywali mnie o historię II wojny światowej ;)

Myślałam, że ja jestem ignorantem jeżeli chodzi o historię i geografię, ale widocznie jednak nie aż tak. 

Na deser link. Dziewczyna przez 5 dni nie zorientowała się, że jest w San Jose, CA a nie w stolicy Kostaryki :P

http://elpeji.com/2013/12/03/study-abroad-gringa-takes-five-days-to-realize-shes-in-california/

 

czwartek, 5 grudnia 2013

"San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)"

Dzisiaj dzięki Krisitnie i Krasenowi udało mi się pojechać/popłynąć do San Franscisco. Co ja tam Wam będę dużo pisać, fajne duże miasto. Myślę, że żeby je poznać muszę zdecydowanie więcej czasu tam spędzić, a nie jedno popołudnie. Bardzo mi się podobało a i pogoda dopisała. Tym razem to był tylko krótki wypad. Następnym razem mam nadzieję, że zobaczę więcej, a na pewno muszę zwiedzić Alcatraz. 
Krótka fotorelacja.

Żeby dostać się z Davis do San Fransisco pojechaliśmy samochodem do Vallejo i stamtąd popłynęliśmy promem dalej. 




Vallejo



 w drodze do SF


Wysiedliśmy z promu przy Pier 39. Bardzo turystyczne miesjce, Hard Rock Cafe i sklepy z pamiątkami, ale ma to swój urok. Najbardziej mi się oczywiście podobał widok na zatokę i lwy morskie. Jest ich na pradę dużo i są takie śmieszne..





Pier 39

Znalazłam nawet Boo na wystawie:




Samo miasto bardzo ciekawe pod względem architektonicznym, ale człowiek musi się nachodzić po tych górkach troszeczkę. Pod tym względem jest dokładnie jak na filmach. Jestem wstanie wyobrazić sobie samochody wyskakujące w powietrze. 















Ulice San Fransisco 

I oczywiście:




Strażole :D

sobota, 30 listopada 2013

Miesiąc w Davis

Już od miesiąca mieszkam w USA. Nie wiem czy ten czas mija szybko czy wolno, czasami wydaje mi się, że przyjechałam tutaj wczoraj, a czasami, że już bardzo długo tu siedzę. 
Coraz lepiej poznaję ten dziwny w świat. Jeżeli chodzi o to jak zawsze myślałam o USA to życie w Davis dużo od tego nie odbiega. Próbuję potwierdzać mity, które znamy z filmów. Zgodnie z filmami wszyscy tutaj jeżdżą dużymy samochodami - tak to prawda, widziałam może parę małych samochodów w stylu Yariski, reszta to wielkie potwory. Kolejny mit - zakupy pakują tutaj w papierowe torby bez uszek - nie prawda - w większości sklepów są normalne foliowe siatki, a jak są papierowe to mają uszy. Spytałam się również znajomej czy to prawda, że nastolatki bzykają się w samochodach - tak to tutaj normalne. Poza tym amerykanie się strasznie głośni. Moje pakistańska współlokatorka zaprosiła tydzień temu grupę znajomych z różnych krajów do nas do mieszkania i było słychać tylko amerykanów. Oni są głośniejsi ode mnie! Słowo daję. 

(tak mamy mało mebli i siedzimy na podłodze)

Mieszkając z obcokrajowcami z różnych kontynentów czasami jest zabawnie.
"Moi" brazylijczycy np. byli w San Diego w zoo i byli zszokowani, że przewodnik oraz cała reszta wycieczki byli tacy zachwyceni kapibarami - ponoć w Brazylii one są wszędzie i oni ich nie lubią. Za to byli strasznie zasmuceni, że nie zobaczyli jeży, bo bardzo chcieli. To z kolei było dla mnie zabawne. Zdecydowanie po ich opowieściach muszę pojechać do zoo w San Diego. Mają tam koale i pandy :) 

Oczywiście w programie tego tygodnia było Święto Dziękczynienia. Nie było raczej amerykańskie, bo było polsko-bułgarskie, ale był indyk, więc myślę, że można to zaliczyć. 

 (tak wiem nie jest to najpiękniesze jedzenie, ale było smaczne)

Na życzenie więcej zdjęć z Davis:













Oraz więcej zdjęć samego kampusu:















I wiewiórka:




Oczywiście muszą być jakieś wozy strażackie: