poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Po przerwie

Tak, wiem, nie pisałam i jestem najokropniejszym blogerem na świecie. Przyznaję się bez bicia. 
Z drugiej strony nie działo się za wiele o czym można by było pisać. Nie mówiąc o tym, że 2 tygodnie w ciagu tego czasu spędziłam w Polsce, więc to się nie liczy. 

O czym by tu można napisać.... Może o tym jak pojechaliśmy na wycieczkę niedaleko od Davis. Ładna trasa, jakieś 8km po wzgórzach, w dolinie jezioro. 



W ten weekend byliśmy w Sacramento Zoo. Malutkie jest, nasze w Gdańsku ma zdecydowanie więcej zwierząt, ale i tak było fajnie. Jeszcze lepsze było to, że było coroczne Ice Cream Safari czyli można było zjeść tyle lodów ile się chciało. (tak cierpiałam po tym bardzo :P). 






W kwestiach pracowych standardowy zapierdziel. Mam na głowie trzy projekty i cztery publikacje, do których nie mam kompletu wyników. Zostało mi niewiele czasu. Dostałam ofertę żeby zostać na jeszcze 2 lata, ale zdecydowaliśmy z małżem, że lepiej będzie jak wrócę. 
Także drżyjcie studenci.

Nie wiem czy to dobra czy zła decyzja pod względem mojej kariery naukowej, ale ze względów prywatnych na pewno. Zobaczymy gdzie mnie dalej poniesie w kolejnym roku. Kto to wie :) Może ktoś ma jakieś sugestie? 

Na koniec jeszcze jedno zdjęcie z ZOO :)


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Chicago i South Bend (Notre Dame)

Służbowo zostałyśmy z Kristiną wysłane do Indiany na Uniwersytet Notre Dame żeby pomóc uruchomić ich kalorymetr. Z tej okazji postanowiłyśmy zwiedzić przy okazji Chicago. 

Samo miasto mi się bardzo podobało, chociaż spędziłyśmy tam tylko jeden dzień. Chyba najbardziej ze wszystkich dużych miast jakie zwiedziłam do tej pory. Wniosek taki, że trzeba było się wybrać na Wschodnie nie Zachodnie wybrzeże na postodoca, ale kto to wiedział. 

W szybkim tempie zobaczyłyśmy miasto. Milenium Park z wielką lustrzaną fasolką i generalnie centrum miasta. Wypiłyśmy też piwo na szczycie Hancock Centre i zjadłyśmy klasyczną chicagowską pizze (pycha!). Pierwszy raz od przyjazdu do USA usłyszałam Polski na ulicy, śmieszne uczucie. 

Wynajęłyśmy pokój przez airbnb i muszę przyznać, że był całkiem fajny. W ramach bycia głupiutkimi babami wracając do mieszkania oczywiście się zgubiłyśmy, potem nam autobus uciekł, ale go dogoniłyśmy. Generalnie 'ahoj przygodo' w nocy w Chicago. Na szczęście nikt nas nie zabił.

Trochę zdjęć:



Widoki :)



Selfie w fasolce :) od lewej ja, Ewa i Kristina :)




Chciago z 96 piętra


Obowiązkowo - strażole z Chicago 



Chciago nocą



Pokój w którym spałyśmy


Mała porcja pancakesów, nie wiem jak duża jest duża ;)



W Lincoln Zoo najfajniejszy był biały miś z piłeczką :D

Po weekendzie w Chicago trzeba było zabrać się do pracy. Na miejscu okazało się, że trzeba zaprojektować i zmontować całą linię gazową, co oczywiście nie było proste. Dałyśmy radę :) Kalorymetr też śmiga i buczy, więc wszystko na najlepszej drodze. Notre Dame to prywatny katolicki uniwerek, więc zupełnie inna bajka niż UCD. Widać pieniądze. Wszystko piękne nowe i wymuskane. Zazdrość normalnie. Chociaż to, ze wszystkie budynki są takie same sprawia, że łatwo się tam zgubić, ale kampus ładny. Poza tym w końcu po pół roku widziałam deszcz. W życiu bym nie przypuszczała, że będę za nim tęsknić. Aktualnie w Davis prawie 22 a ciągle jest koło 30 stopni chyba. Ufff... to będzie ciężkie lato.










niedziela, 25 maja 2014

Kolejna typowo amerykanska rozrywka - Baseball

W zeszłym tygodniu pojechałyśmy do San Fransico na mecz Gigantów. Zdecydowanie typowo amerykańska rozrywka. Głośno i tłum ludzi. Wszyscy dopingują, jedzą hotdogii i poją okropnie drogie piwo. Przez pierwsze dwie godziny nawet mi się podobało, ale jednak ponad trzy to za długo. Baseball to nie będzie mój ulubiony sport ;) Uwaga praktyczna, jeżeli będziecie kiedykolwiek szli na mecz Gigantów albo jakąkolwiek inną imprezę na AT&T Arena w SF pamiętajcie, że tam okropnie wieje. Trzeba się przygotować :)






sobota, 19 kwietnia 2014

Picnic Day i Six Flags

W zeszłym tygodniu w Davis był coroczny Picnic Day. Tym razem to już 100 z kolei więc dość wiekowa tradycja. To takie połączenie juwenaliów i festiwalu nauki z rodzinnym świętem. Więc parada,pokazy na różnych wydziałach UCD a wieczorem banda pijanych studentów w mieście. Bardzo ciekawy klimat :)



Orkiestra Marszowa UCD



Strażacy UCD




Pokazy chemików



Zawody psów pasterskich


Można też bylo pocałować pittbulla


Kibicujemy na wyścigach jamników - małe pieski niestety o małych rozumkach czasami niestety nie biegły w dobrą stronę, ale było za to bardzo zabawnie. (na zdjęciu od lewej Annie, Erica, ja :P i Mayra)



W niedzielę za to pojechaliśmy ekipą do Vallejo do Six Flags czyli parku rozrywki. Co jak co, ale rollercoastery Amerykanie po potrafią robić. Świetna zabawa, a bok rollercoasterów zwierzątka :)