W sumie ciężko cokolwiek wyrokować po pierwszym dniu, ale jedno jest pewne - jest tu zdecydowanie cieplej. Idealna pogoda jak dla mnie koło 20 stopni, zobaczymy jak będzie dalej.
Jakoś specjalnie nic mnie nie zszokowało, może poza tym, że cały terminal odlotów krajowych na lotnisku w Chicago śmierdzi frytkami z Maca.
Sama podróż była ok, na tracie Monachium - Chicago nikt koło mnie nie siedział, więc super. Obejrzałam strasznie dużo durnych filmów i seriali ;) więc nie było źle. Za to lot Chicago-Sacramento to masakra była, samolot pełen łącznie z niemowlakami i psem. Duszno ciasno i okropnie, ale przeżyłam. Dobrze, że następny bilet mam przez San Fransisco, więc krajowy lot tylko 50minut.
Mam nadzieję, że dzisiaj coś więcej zobaczę całej tej Ameryki, a jutro pierwszy raz do laboratorium. Na rowerze. Różowym ;)
Czeka mnie załatwianie wszystkich formalności i przede wszystkim znalezienie mieszkania, co nie jest wcale takie proste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz