Wczoraj zaliczyłam kolejne dwa elementy z życia w USA:
SKLEPY
Odwiedziliśmy coś co się nazywało "Fruit stand" i było takim wielkim warzywniakiem. Dla kogoś takiego jak - czyli mającego świra na punkcie produktów i gotowania - raj. Takie wyboru różnych warzyw i owoców w PL nigdy nie widziałam, więc teraz misja - co można zrobić z każdego możliwego gatunku dyni ;). Potem byliśmy w zwykłym supermarkecie i nie licząc wędlin to wybór składników ogromny. Najbardziej mnie cieszy część z jedzeniem meksykańskim, bo może uda mi się dostać mata-harinę i zrobić tortille. Ponadto mają dużo dziwnych rzeczy, których próbować chyba nie chcę jak np. pumpkin ale. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby pić piwo o smaku dyni?
RESTAURACJE
W kwestiach restauracyjnych to nie bardzo mogę się dokładnie wypowiedzieć, bo byliśmy w dwóch. W obu obsługa kelnerska zdecydowanie na innym poziomie niż u nas, ale to chyba wynika z tego, że u nich jest ogromna konkurencja. Jedzenie fajne, zwłaszcza bufet indyjski. W kwestii zrzucenia wagi w USA.... będzie cieżko. Info dla Marcina Ł. : mają na prawdę niezłe piwo, zwłaszcza sezonowy stout owsiany :>
BONUS - toalety
Na początku myślałam, że jest zepsuta, ale oni mają system taki, że w misce WC zawsze jest pełno wody. Jest to dosyć dziwne.
W końcu rozumiem o co chodziło w tekście "i nie pij wody z kibla!" w filmie z psem. Czy to było w K-9? Pamięta ktoś?
i oczywiście GENERALNIE jest ok :>
Sklep -> restauracja -> kibel -- nie dość że ciąg technologiczny to całe życie w pigułce :)
OdpowiedzUsuń